Przeznaczenie
zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, dziwką albo
sprzedawcą losów na loterię: to jego najczęstsze wcielenia. Do drzwi
naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć.
(Carlos Ruiz Zafón — Cień wiatru)
Dlaczego
chodzę na wróżbiarstwo? Cóż… Teoretycznie, to tylko dlatego, że
umówiłam się z Luną, że każda z nas wybierze trzy przedmioty. A
praktycznie, to wróżbiarstwo jest jedynym przedmiotem, który nie zmienił
struktury po wejściu w życie nowego reżimu.
Okrągłe,
duszne pomieszczenie z dużą ilością dywanów, zasłon i szmat (to znaczy
materiału). Nie było tam miejsca, na którym mógłbyś spokojnie zawiesić
oko. Wszystko było kolorowe i rażące.
Stróżki
potu spływały leniwie po moim czole. Lekcja wydawała się ciągnąć w
nieskończoność, a perspektywa spędzenia nieskończoności w sali profesor
Trelawney nie była zachęcającym widmem przyszłości.
Nie
mogłam się napatrzeć na Lunę. Z takim zafascynowaniem i iskrą w oku
przyglądała się nauczycielce, gdy ta powtarzała w swoim amoku o rychłej
śmierci, która niedługo nawiedzi kogoś z nas. Zazwyczaj nie zwracałam na
to szczególnej uwagi, ale ostatnimi czasy stawało się to coraz bardziej
namolne.
Poklepałam przyjaciółkę po plecach.
- Nie mogę już tego słuchać – szepnęłam jej do ucha. – To, co mówi jest straszne. Pomyśl, co by było gdyby…
- Cicho Ginny – przerwała mi przykładając wskazujący palec do swoich naturalnie różowych warg. – To jest ciekawe…
Zrezygnowana opadłam na oparcie fotela.
Jeszcze tylko kilka minut – powtarzałam sobie w duchu.
Ku
mojemu nieszczęściu znalazła się przy mnie Trelawney. Patrzyła swoimi
dużymi, lekko przerażającymi oczami i dzwoniła bransoletkami. W klasie
zapadła zupełna cisza, nie było nawet słychać pochrapywania.
-
Brniesz za daleko, lepiej się wycofaj – zacharczała. – Działając
pochopnie, popełnisz wiele pomyłek. Trzymaj język za zębami, bo inaczej
powtórzysz błąd swojej matki. Uważaj na wodnika, ona zaufała i się
zawiodła. Twój ojciec ci pomoże, ale wpierw ty musisz pomóc jemu. zdaj
się na niego, a on odpłaci ci się tym samym. On zna cię najlepiej, choć
odnosisz inne wrażenie.
Rozejrzałam
się po sali. Miałam nadzieję, że tylko ja to słyszałam, jednak się
myliłam. Wiele dziewcząt siedziało z zasłoniętymi ustami, obawiając się o
zdrowie profesorki. Po mojej lewej usychałam piskliwy głos nieznanego
mi Krukona, który stwierdził, że jest wodnikiem. Po chwili krzyk
dziewczyny z Slytherinu do której doszła ta sama prawda.
- Może lepiej idź – usłyszałam głos Luny.
Trelawney
najwyraźniej nie doszła jeszcze do siebie, stała oparta o mój stolik i
próbowała odchrząknąć jakąś gule z gardła. Wstałam jak sparaliżowana.
Nie panując nad własnymi ruchami rzuciłam się do klapy w podłodze.
Otworzyłam ją i jak w amoku zeskoczyłam na dół. Moje dłonie uderzyły o
zimna i twardą posadzkę. Nie bolało, albo ja nic nie czułam. Biegłam ile
sił w nogach, przeskakując kilka stopni na raz.
Co to właściwie było?
Kochany Harry,
Teraz
naprawdę Cię potrzebuję. Muszę Ci opowiedzieć o tym, co zdarzyło się na
lekcji wróżbiarstwa. Tak wiem, pewnie najpierw mnie wyśmiejesz, co ja w
ogóle tam robię. To dłuższa historia niż by Ci się wydawało.
Harry!
Ja już wariuję. Czuje się tak, jakbym nie żyła już swoim życiem. Tak,
jakby to wszystko, co się wokół mnie dzieję nie miało dotyczyć mojej
osoby tylko kogoś zupełnie innego. Ciekawe, czy Twoja miłość do mnie,
faktycznie jest do mnie? Może to uczucie też przywłaszczyłam sobie bez
niczyjej zgody?
chyba jeszcze – Ginny
* * *
Miałam
się spotkać z Neville’em i Luną, ale się nie zjawiłam. Nie byłam w
stanie poukładać sobie wszystkich tych informacji. Tak bardzo bym
chciała powiedzieć komuś o transie Trelawney. Nie ma Dumbledora, nie ma
Harry’rgo, nie ma Hermiony, nie ma nawet Rona, a nie wiem czemu mam
przeczucie, że to jedne z nielicznych osób, które byłyby w stanie mi to
wytłumaczyć.
A może Snape?
Nie!
Co ja mówię. Teraz to zupełnie oszalałam. Chce iść do jednego ze
Śmierciożerców? Potrzebuję powietrza. Dużej dawki świeżego powietrza.
Na
błoniach wybrałam jedno z miejsc, które na dłuższą metę było
beznadziejne. Usiadłam samotnie przy dużym drzewie rosnącym na brzegu
jeziora…
„Dwójka
młodych ludzi goniła się w stronę jeziora. Wiatr rozwiewał długie rude
włosy dziewczyny. Śmiała się tak głośno, że płoszyła małe ptaszki
wygrzewające się na gałęzi. Czarnowłosy chłopak nie mógł jej dogonić.
Gryfonka schowała się za dużym drzewem, próbowała opanować narastającą zadyszkę.
- Ginny? – zawołał chłopak. – Gdzie się schowałaś? Hej…
Nie
zdążył nic więcej powiedzieć. Dziewczyna wyskoczyła i uwiesiła się mu
na szyję. Zaczęła go całować, tak jak jeszcze nigdy. Czuł każdy jej ruch
języka i warg. Rozpalała ogień namiętności na jego plecach. Zatopił
ręce w jej długich, tak słodko pachnących, włosach.
- Kocham cię – szeptała w przerwach na złapanie oddechu. – Tak cholernie cię kocham…"
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy? – Wyrwał mnie z zamyślenia cyniczny głos.
Draco
Malfoy i jego dwuosobowa świta: Crabbe i Goyle. Jednak nie patrzyli na
mnie. Te słowa kierowali do przeraźliwie chudej, pofarbowanej na
platynowy blond Ślizgonki. Dziewczyna siedziała kilka metrów ode mnie i
karmiła ogromną kałamarnicę kanapkami, które prawdopodobnie zabrała z
Wielkiej Sali podczas śniadania. Wzniosła swoje brązowe oczy. Pod grubą
warstwą pudru można było dostrzec mnóstwo piegów. Nie wyglądała na
przejętą zachowaniem chłopaków. Najwyraźniej była do tego
przyzwyczajona.
- Jaka wyniosła. – Splunął jej pod nogi Goyle.
- Zapominasz, że miejsce śmieci, jest na śmietniku? – zadrwił Malfoy.
Cała trójka wybuchnęła równo wymuszonym śmiechem.
- Nie pozwalaj sobie, Draco – syknęła. Jej głos wydawał się taki znajomy.
- Nie waż się nawet wymawiać mojego imienia!
- Draco, Draco, Draco… - kpiła w żywe oczy.
Widziałam
jak Ślizgon robi się purpurowy ze złości. Już chciałam stanąć w jej
obronie, kiedy pojawiła się kolejna Ślizgonka o kasztanowych lokach na
głowie.
- Glindzia? – zapytała zerkając zza obszernych pleców Crabbe’a. – Glindzia, kurde, wszędzie cię szukam.
-
Przepraszam cię Nessi. Jak widzisz miałam tu nieprzyjemne spotkanie. –
Dziewczyna podniosła się na nogi. Była strasznie niska. Mogła mieć
najwyżej kilka centymetrów więcej niż półtora metra. Podeszła do
przybyłej dziewczyny. Wzięły się pod ramię.
-
Może pójdziemy do biblioteki? – zaproponowała Ślizgonka o imieniu
Glindzia. – Muszę nadrobić zaległości. Pomfrey pozwoliła mi od
poniedziałku uczestniczyć w lekcjach.
- Tak? To super. Już zaczynało mi się nudzić samej.
-
Do zobaczenia w poniedziałek, panno Ginevro. – Dopiero po chwili zdałam
sobie sprawę, że ta dziewczyna mówi do mnie. Bez słowa kiwnęłam głową.
Jeszcze przez chwilę przyglądałam się ich oddalającym się sylwetkom.
- Panno Ginevro… - usłyszałam sarkastyczny, przepełniony jadem głos po prawej. No tak, zupełnie zapomniałam o ich obecności…
- Czego chcesz?
-
Czyżbyś nie znała jeszcze panny Galindy Doyle? – zapytał Malfoy z
udawanym poruszeniem. – Cóż to za strata… Pasowałybyście do siebie w
śmietnikowej scenerii.
Goyle
i Crabbe zrobili krok do przodu. Widząc ich miny miałam ochotę ulotnić
się stąd jak najszybciej. Patrzyli na mnie głodnym wzrokiem. Byłam w
klatce, mały uwięziony, bezbronny ptaszek.
- Zostawcie ją – odezwał się Malfoy po chwili. – Mam lepszy pomysł.
Odetchnęłam z ulgą. Choć perspektywa tego, co mógł szykować ten przebrzydły Ślizgon już nie była tak malownicza.
- Miej się na baczności Weasley – rzekł przez zaciśnięte zęby. – Nie ma tu już nikogo, kto może ci pomóc.
Niestety
w jego słowach było zbyt dużo bolesnej prawdy. Na kogo tak naprawdę
mogłam liczyć w razie niebezpieczeństwa? Uważaj na wodnika, ona zaufała i
się zawiodła…
* * *
Notka ze specjalną dedykacją dla Ga z bloga:
Dziękuje za wszystkie miłe komentarze i sugestie dotyczące opowiadania :)
Nie
wiem kiedy pojawi się news. Prawdopodobnie w weekend ale później
będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość bo szykuje się tydzień pełen
sprawdzianów.
Trzecia przepowiednia Trelawney? Ciekawe...
OdpowiedzUsuńMasz ładny szablon, mnie też zachwyciła ta łezka na policzku Ginny :)
Bardzo spodobał mi się wiersz, jestem pod wrażeniem tego, że to Ty go napisałaś. Ma swój urok :)
Nie mogę się doczekać NN.
Glindzia? Oj proszę, weź! To brzmi tak...przedpotopowo.
OdpowiedzUsuńZawsze gdy pojawi się Draco jestem niezmiernie zadowolona. Tak było i tym razem. :) Im więcej Draco tym lepiej. Rozdział bardzo fajny, lubię Twój styl. Jest taki...wyszukany.
magia-to-milosc
Wow, zaskoczyła mnie kolejna przepowiednia Trelawney, chociaż była to bardziej rada... Jestem bardzo ciekawa co zrobi Malfoy, bo z końcówki rozdziału wynika, że nie będzie to nic przyjemnego... Już nie mogę się doczekać:)
OdpowiedzUsuńOch! Jakże się cieszę, że rozdział z dedykacją dla mnie ;D
OdpowiedzUsuńDziękuję, dziękuję, dziękuję ;*
Oho! Widzę wreszcie nawiązanie do tajemniczego prologu! Bardzo mnie to cieszy, bo szczerze mówiąc trochę mi zaczynało tego brakować już ^^ Hm... I ta dziewczyna znad jeziora, mam co do niej pewnej podejrzenia, zobaczymy, czy słuszne ;P
Cóż, bolesna prawda, ale czy tak do końca prawda? Jest jeszcze Navile, jest jeszcze Luna... Ginny ma też innych przyjaciół ;)
Jeszcze raz pięknie dziękuję za tą dedykacje!
Och, cieszę się jak głupia! ;***
if-you
Pozwolisz, że skomentuję obydwa rozdziały - ten i poprzedni.
OdpowiedzUsuńW trzecim rozwalił mnie tekst o dziewictwie, i to w dodatku podczas rozmowy z Nevillem! Biedak nie wiedział pewnie, jak się zachować w takiej sytuacji. Bardzo go lubię, a ten Twój Longbottom jeszcze bardziej przypadł mi do gustu.
Podobają mi się opisywane przez Ciebie przeżycia wewnętrzne Ginny. Jej rozterki, bóle, tęsknoty, wahania, niepewności. To wszystko jest takie naturalne, że aż chce się czytać więcej. Intryguje mnie przepowiednia, jaką przekazała Ginny profesor Trelawney, wierzę, że wraz z rozwojem wydarzeń dowiem się o niej nieco więcej.Szablon śliczny, chociaż Ginny na arcie wydaje mi się nieco.. stara. :D
Uważam też, że trochę za często dodajesz rozdziały. Niektórzy - tak jak ja - muszą je czytać z opóźnieniem i to więcej na raz. Zastanów się nad rzadszym dodawaniem notek.
Pozdrawiam i zapraszam do mnie na dziewiąty rozdział. ;) ;*
Strasznie podobają mi się te fragmenty w których wplatasz do opowiadanie listy Ginny do Harrego ;) No i zaczyna się robić ciekawie. Rozdział jak zawsze świetny ;)
OdpowiedzUsuńBardzo fajny pomysł z tą przepowiednią...
OdpowiedzUsuńI o co chodzi z tą Glindzią?
Biedna Ginny, ten rok będzie dla niej naprawdę ciężki :(
Oprócz imienia Galinda jest miło.
OdpowiedzUsuńTo już Twoje drugie opowiadanie które pochłaniam jednego dnia. .___>